4 lip 2019

Wakacje w Jastarni

Cześć Kochani! 
Dziś przychodzę do Was z postem z naszego wypadu do Jastarni - pięknego malowniczego miejsca w województwie pomorskim, na Mierzei Helskiej.
Byliśmy tam niestety tylko trzy dni,a w czwarty już musieliśmy wyruszyć wcześnie rano do domu.



Wyjechaliśmy jeszcze w nocy i na miejsce dotarliśmy po kilku przygodach z nawigacją (spokojnie oszczędzę tego )  w skrócie wywiozło nas ho ho :P 
Jechaliśmy troszkę ponad 7 godzin i pochwalę tutaj mojego małego pieska, bo zniósł podróż bardzo dobrze. W czasie przerw nie chciał niestety pić wody, a z powrotem wracać do samochodu,ale musieliśmy dać sobie z tym radę. Jeżeli chodzi o lokum to udało się to załatwić dzień przed wyjazdem,pani sama była psiarą więc nie było problemu z zakwaterowaniem :D Iron szybko się zaaklimatyzował z czego bardzo się cieszę.
Po rozpakowaniu wyruszyliśmy na zwiedzanie,nie odwiedzaliśmy żadnych muzeów,dlatego,że bądźmy szczerzy - biorąc psa na wakacje trzeba się liczyć z tym,że będą one organizowane pod niego ;)



Przyznam,że w chwili radości zapomniałam,że istnieje coś takiego jak "zakaz wprowadzania psów" i trzeba było iść na mocno oddalone plaże,ale czego się nie robi dla tego bąbelka :p 
Ironek towarzyszył nam praktycznie całe dnie, zachowywał się prawie idealnie. W przerwach na jedzenie był grzecznym pieseczkiem czekającym pod stołem i nawet nie zwracał uwagi na inne pieski obok. Od razu wspomnę,że Jastarnia jest psiolubnym miejscem,tam gdzie chodziliśmy nikt nawet krzywo na nas nie spojrzał i nie wygonił,a przy niektórych restauracjach czy knajpkach były przygotowane miski z wodą dla czworonożnych :D
Bardzo dużo jest też tam kotków, nawet w salonie fryzjerskim, w czasie deszczu znalazły schronienie w środku.







Ironek nie pływał w falach,początkowo był ich ciekaw i nawet łapał mordką,ale kiedy jedna i druga go przykryła to nieco się zraził ;) za to piasek był dla niego rajem i wielką piaskownicą :D 




Te kilka dni spędziliśmy bardzo bardzo aktywnie,wszyscy na zakończenie dnia byli padnięci i wyczerpani,ale za to szczęśliwi :D 
Polecam każdemu to miejsce,jest dosyć tłoczne,ale spokojnie da się znaleźć także zaciszną miejscówkę.
Droga powrotna była najgorsza,jechaliśmy - uwaga - 9 godzin - NIGDY WIĘCEJ - tata niestety postanowił pojechać inaczej bo "nawigacja znowu nas gdzieś wywiezie" jak się okazało sam zawinił :p To była katorga, najbardziej żal mi było tylko Ironka,ale robiliśmy przerwy na rozprostowanie nóg i po długiej drodze dotarliśmy do domu :D Przepraszam za chaotyczny post,ale jeszcze na "świeżo" chciałam wszystko zapisać - tak więc do napisania!

Ps. Zaległe,obiecane posty są w trakcie tworzenia i niedługo je opublikuję ;)

Pozdrawiamy z Ironkiem!

A na koniec jeszcze kilka zdjęć












13 mar 2019

Blogerka stara się pisać

13.03.2019
Cześć Kochani!

Tak - dobrze widzicie - tam w rogu widnieje data. Pomimo,że jest ona zapisywana automatycznie, to wolę by wszystko było jasne i czytelne. Wchodząc na bloga chcę widzieć kiedy ostatni raz zamieściłam wpis. 
Nie zważając na to,że powinnam w tym momencie siedzieć z książką od matmy,to stwierdziłam,że coś tutaj naskrobię,ale na swoje usprawiedliwienie mam to,że byłam dziś w bibliotece i wypożyczyłam "Vademecum Matematyka",dobra nie było to zamierzone,bo głównie wybrałam się tam z myślą o wypożyczeniu jakiś nowych  książek fantastycznych,ale jak to ja znalazłam się nie w tym regale co trzeba i dodatkowo sięgnęłam po tę księgę matematyczną 💗
Oprócz tego jakby ktoś także pochłaniał książki w takim klimacie to polecam: "Świat nocy" oraz coś bardziej realnego i odbiegającego od magicznych istot to "Oszustka". Sama zaczęłam od tej części (drugiej) a dziś wypożyczyłam pierwszą,ale to nic gdyż one opowiadają zupełnie dwie różne historie.

Jeżeli chodzi o dzisiejszy dzień to nic specjalnego z Ironem nie robiliśmy, dlatego, że w domu byłam dopiero po 16 i od razu udałam się do biblioteki,chociaż w planach miałam zupełnie inny pomysł na spędzenie popołudnia,już  nawet wyobrażałam sobie jak foka szczęśliwa biegnie obok roweru,ale zanim wróciłam było już ciemno więc nic z tego nie wyszło. Natomiast jutro już nie ma zmiłuj,trzeba to nadrobić i uszczęśliwić pieska i przy okazji spalić zbędne kilogramy,bo obydwóm nam się nieco przybrało a formę trzeba zrobić na lato!  



Oprócz tego uczymy się balansowania na nogach,tylko problem tkwi we mnie.Nie potrafię tak ustawić nóg by iść i nie upaść - naprawdę,mam wrażenie,że w dziwny sposób je obracam/ustawiam i pomimo starań Irona nie wychodzi przez moje krzywe nogi ...
Ale za to ten mądry piesek ogarnął już perfekcyjnie "wstydź". 

 





Tylko jeszcze moje zdolności fotograficzne pozostawiają wiele do życzenia :p 










I zapomniałabym,przez to,że moja osoba lubi różne rzeczy odkładać na później to po raz enty podchodzę do rozplanowywania wszystkiego w zeszycie,bo widzę,że tak jest mi momentami łatwiej się do czegoś zabrać,oczywiście nie będę się tego sztywno trzymać - to nie w mojej naturze,ale łatwiej będzie to wszystko zrealizować.Tak więc zadania,ćwiczenia,dieta,treningi - wszystko powolutku tam się zapisuje!

W piątek jadę z foką do taty,czyli tam gdzie budzi się w Ironie dzika bestia z większymi oczami niż gdy sępi podczas jedzenia a ciągnie jak ... nie wiem do czego to porównać.Tak więc hej przygodo z niesfornym psem.Ale ja wiem,że Iron się cieszy gdy tam jedziemy,bo ma tam swą wielką miłość.

W tym wpisie to już wszystko,musicie mi wybaczyć tą chaotyczność,ale przez kilka postów tak to jeszcze będzie wyglądać,muszę się przestawić z powrotem na tryb blogerki i włączyć większe myślenie podczas pisania :p 

Do napisania! 

Ps.Mała zapowiedź kolejnych wpisów:
  • Koń i pies - czy to możliwe? Jak przyzwyczaić psa do obecności konia,krok po kroku nasza praca.
  • Blizna do końca, nie tylko na ciele - czyli jak pogryzienie/wypadek wpływa na myślenie i postrzeganie życia,jaka cząstka w nas się zmienia.
  • Pies a szkoła - jak to pogodzić kiedy dzień ma tylko 24h!?Magiczny sposób ;) 
 Kolejność może się zmienić,bo to Wy możecie zdecydować co jako pierwsze pojawi się na blogu,więc w komentarzach piszcie ;) 



9 mar 2019

Prawdziwa sielanka

Cześć Kochani!
Ostatni post pisałam w październiku 2018 roku ... to kawał czasu.Z początku był to brak weny,później brak czasu przez natłok zajęć,szkołę... ale chyba najgorszy jest ten moment kiedy już się tego nie czuje.

Jestem mocno impulsywną osobą,pierwsza myśl i zdziałam,nie myślę za wiele tylko to robię i takim sposobem chciałam usunąć bloga,fan page i wszystko co kiedyś sprawiało mi radość. Jednak później całe szczęście odrzuciłam ten pomysł i bardzo dobrze gdyż teraz bym mocno tego żałowała.

Dlaczego postanowiłam napisać? Odpowiedź jest banalna! Brakuje mi tego,brakuje mi zapisywania moich myśli,opisywania każdego dnia,co robię co mój pies robi - codziennych chwil,przygód spędzonych z tym małym urwisem.
Pamiętam jak zakładałam bloga,byłam pewna swojego działania, ale przejmowałam się mocno opinią innych,a co jak to ktoś z mojego bliższego otoczenia przeczyta?Zanim coś opublikowałam czytałam z 10 razy a i tak teraz do nich wracając zastanawiam się jak bym mogła to inaczej napisać. 
Mój blog na przestrzeni tych lat się zmieniał,treści były bardziej wzbogacone informacjami,zaczęłam współpracować z różnymi osobami z psiego światka,zapisywałam własne przemyślenia.Chciałabym teraz zmienić trochę zawartość wpisów,zdecydowanie więcej będą opowiadać o zwykłym życiu,codziennych spacerach,resocjalizacji,tropieniu czy zabawach z psem. Będę chwalić go jakim on jest cudownym psem,bo od niedawna nauczyłam się to doceniać.
Nie chce wpaść ponownie w porównywanie go do innych psów,pies x potrafi coś więc Irona też nauczę...nie!

W zeszłym roku w moim życiu nastąpiła zmiana,przestałam udzielać się tak mocno w internecie,zaprzestałam trenowania z psem frisbee czy agility. W końcu do niczego nam to nie było potrzebne a Iron nie miał z tego takiej frajdy jakiej się spodziewałam.Najgorsze jest jednak to,że sama na nim wylewałam swoją złość. Dostrzegałam swój błąd i postanowiłam to zakończyć. Nic na siłę - także o tym pamiętajcie ;)

Może dla niektórych może wydawać się nowy plan na bloga mało interesujący,ale właśnie tak zamierzam go prowadzić.
Ale jak żyjemy i czy w ogóle uprawiamy jakiś sport?
Śmieję się,że Ironowi do szczęścia wystarczy kawał drewna do obgryzania,jakaś kość i pole do biegania całymi dniami - ale to prawda.
Codziennie staram się z nim chodzić na pola gdzie biega luzem,ma tam dużo swobody i jedynym wyznacznikiem i ograniczeniem tej wolności jest nieposłuszeństwo. Jak widzę,że mnie totalnie olewa,biegnie do innego psa to jest smycz. Akurat z tym psem to chciałam tylko rozjaśnić o co chodzi,bo długo obydwoje wkładaliśmy w to ogrom pracy by tak właśnie nie było. Dla mnie Iron teraz jest psem idealnym,ma swoje wady ale staram się je pokochać bo zaakceptowałam już dawno.
Spacerujemy po lasach,spotykamy się z innymi psiarzami tak jak wcześniej,uczymy się samych siebie,czasami jakiś nowych sztuczek do zajęcia mózgu ale przede wszystkim słowo klucz to tropienie. Pozwalam mu na to,bo to ono daje mu radość,zajęcie i spełnienie. Szukanie przedmiotów,jedzenia - to jest to do czego on jest stworzony. Zapomina wtedy o innych rzeczach. 
Gdy się jeszcze trochę ociepli a za oknem nie będzie padał deszcz zamierzam wyjąć rower i 3-4 razy w tygodniu z Ironem jeździć,typowy bikejoring raczej nie,a bardziej puszczenie luzem psa i powolna jazda by nie nakładać tej presji,że musi cały czas biec.

Co to dysków! Mam je jeszcze - nawet kilka dni temu je zabrałam na spacer,ale nie oczekiwałam niczego, były dosłownie 3 rzuty i koniec. Tak po prostu bez większego zainteresowania Irona.

Poniżej filmik ze zwykłego spaceru (pierwsze są same zdjęcia i tak przesadziłam z nimi,ale dalej jest już ok :D ) 

Ps. Nie wiem czy można wyjść z wprawy pisania - znaczy nie sądziłam, ale czytając swoje słowa stwierdzam iż można :P 

Trzymajcie się i do napisania!

https://www.youtube.com/watch?v=9PMzHJSpdE4